W Krainie Czytania i Historii

W Krainie Czytania i Historii to blog historyczny i literacko-recenzencki, na którym znajdują się opinie o książkach, wywiady z pisarzami oraz artykuły dotyczące literatury i historii. 


Trzy siostry, trzy krolowe - Philippa Gregory

Małgorzata Tudor (1489-1541), królowa Szkocji (1503-1513) była najstarszą córką Henryka VII Tudora (1457-1509), króla Anglii w latach 1485-1509, oraz jego żony Elżbiety York (1465-1503), która z kolei była córką Edwarda IV Yorka (1442-1483). Małgorzata urodziła się 29 listopada 1489 roku w Westminster. Jeszcze zanim skończyła sześć lat, rozpoczęły się kilkuletnie negocjacje mające na celu poślubienie przez księżniczkę Jakuba IV Stuarta (1473-1513), króla Szkocji (1488-1513), który popierał Perkina Warbecka (ok. 1474-1499) będącego pretendentem do angielskiego tronu. Perkin Warbeck podawał się bowiem za księcia Ryszarda Shrewsbury (ok. 1473-1483), którego tajemnicza śmierć w murach Tower do dziś spędza sen z powiek brytyjskim historykom. Książę Ryszard był synem króla Edwarda IV Yorka i jego żony Elżbiety Woodville (ok. 1437-1492). Tak więc małżeństwo Małgorzaty Tudor i Jakuba IV Stuarta miało zapobiec tego rodzaju sojuszom, których celem było popieranie uzurpatora do tronu Anglii.

 

Ostatecznie 8 sierpnia 1503 roku w Edynburgu doszło do ślubu Małgorzaty i Jakuba. Chciwy Henryk VII wyposażył córkę w niezwykle skromny posag, co wywołało konflikt pomiędzy tymi dwoma królestwami, choć towarzyszył temu traktat o wiecznym pokoju. Henryk VII nie zrobił jednak nic, aby zażegnać ten spór. Całe życie Małgorzaty po zawarciu małżeństwa z Jakubem IV było niekończącą się serią intryg. Najpierw w grę wchodziło popieranie przez nią jednej frakcji politycznej, a potem drugiej. Raz było to na rzecz jej ojczystego kraju, zaś innym razem występowano przeciwko Anglii, opowiadając się za Francją. Z kolei zachowanie Małgorzaty zależało głównie od zewnętrznych wpływów na jej osobę.

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

Liliowe dziewczyny. Opowieść o kobietach połączonych przez koszmar Ravensbrück - Martha Hall Kelly

„Opowieść o kobietach połączonych przez koszmar Ravensbrück.”

Ta – inspirowana losami bohaterki podczas II wojny światowej – debiutancka powieść amerykańskiej pisarki łączy w sobie historię niecodziennej miłości, opowieść o odkupieniu i skrywanej przez wiele lat przerażającej tajemnicy.

 

Caroline Woolsey Ferriday (1902-1990) to bywalczyni nowojorskich salonów i bliska współpracownica konsula Francji. Gdy w 1939 roku Niemcy napadają na Polskę, życie młodej Amerykanki zmienia się na zawsze. Daleko za oceanem, w okupowanej Polsce nastoletnia Kasia Kuśmierczyk coraz bardziej angażuje się w działania na rzecz podziemia. Młoda i ambitna Herta Oberheuser (1911-1978) odpowiada na opublikowane przez władze III Rzeszy ogłoszenie o pracy dla lekarza i trafia do zdominowanego przez mężczyzn świata władzy i hitlerowskich tajemnic.

Losy tych trzech kobiet zwiążą się nierozerwalnie, gdy Kasia zostanie wysłana do Ravensbrück, owianego złą sławą obozu koncentracyjnego dla kobiet. Tragiczna historia więźniarek, lecz także opowieść o ich triumfie trafia przypadkiem za ocean, by obudzić głębokie współczucie i potrzebę niesienia sprawiedliwości tym, o których historia zdaje się zapominać.

„Lilowe dziewczyny” to powieść o kobietach, które zostały nazwane „królikami”, a to dlatego, iż były poddawane bestialskim eksperymentom medycznym, w wyniku których nie mogły chodzić, a jedynie skakać na jednej nodze. Eksperymenty te przeprowadzano celem znalezienia sposobu na skuteczne leczenie ran niemieckich żołnierzy. W związku z tym do ran, które zadawano kobietom, wprowadzano bakterie, a także wszelkiego rodzaju ciała obce, a potem taką nogę wkładano do gipsu i obserwowano, co się będzie dziać. Nie trzeba być lekarzem, aby wiedzieć, że rany te przysparzały kobietom ogromnych cierpień, a w dodatku doprowadzały do poważnych infekcji całego organizmu. Tej, która miała silniejszy organizm udawało się jakimś cudem przeżyć, lecz okaleczenie wywoływało bolesne konsekwencje na całe życie i czyniło z tych kobiet osoby niepełnosprawne. Słabsze po prostu umierały. Trzeba też wiedzieć, że wiele kobiet poddawani sterylizacji, pozbawiając je możliwości posiadania własnego potomstwa.

Po wojnie to Caroline Woolsey Ferriday zajęła się sprowadzeniem tych kobiet do Ameryki, aby tam pomóc im w powrocie do zdrowia. Nie było to łatwe, bo przecież Polska była wówczas krajem komunistycznym i wyjazd za wielką wodę był praktycznie niemożliwy. Trzeba było zadać sobie naprawdę wiele trudu, aby otrzymać wizę. Na szczęście wielu kobietom udało się wyjechać do Ameryki i tam rozpocząć nowe życie. Oczywiście niektóre z nich wróciły do Polski po zakończonym leczeniu, ponieważ miały tutaj rodziny. Herta Oberheuser była jedną z nazistowskich lekarek, które uśmiercały i okaleczały więźniarki w imię swoich chorych idei. Po wojnie została skazana na 20 lat więzienia, lecz wypuszczono ją po pięciu latach, co było nie do pomyślenia dla tych, którzy ją znali i pamiętali jak wielkiego okrucieństwa się dopuszczała. Na szczęście Caroline Ferriday tak tego nie zostawiła i w efekcie swoich działań doprowadziła do tego, że Herta Oberheuser została w końcu pozbawiona praw do wykonywania zawodu.

Powieść dotyka niezwykle dramatycznego okresu w dziejach świata. Autorka zabiera czytelnika do Ameryki, która choć nie bierze czynnego udziału w wojnie, to jednak nie pozostaje obojętna na jej okrucieństwo. Przenosimy się również do okupowanego Paryża, Polski (Lublin), a przede wszystkim do nazistowskiego obozu Ravensbrück. Poza tym Martha Hall Kelly stara się w miarę wiarygodnie ukazać realia powojennej Polski, co – w moim odczuciu – nie do końca wychodzi jej dobrze. Do tego przekazu wkrada się kilka przekłamań, choć Autorka twierdzi, że przeprowadziła rzetelne badania. Poza tym nie ukrywa też, że nawet Polska po upadku komunizmu i będąca już w strukturach Unii Europejskiej jest biedniejsza od Zachodu, co – jej zdaniem – rzuca się w oczy komuś, kto przyjedzie do nas z tzw. wielkiego świata. Autorka nie zapomina bowiem poinformować o tym czytelników w końcowych słowach swojej książki. Fabuła zawiera również wątki fikcyjne, jak romans Caroline z nieziemsko przystojnym francuskim aktorem.

Jeśli chodzi o tematykę powieści, to jest ona bardzo przejmująca, choć wykonanie nie do końca mi odpowiadało. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że jest to debiut, więc może w tym tkwi problem. Moim zdaniem zbyt mało jest w tej książce okrucieństwa zadawanego przez nazistów, co znacznie wypacza prawdziwy obraz tamtych tragicznych czasów. Na pochwałę na pewno zasługuje pomysł na fabułę. Dobrze, że znalazł się ktoś, kto przypomniał historię „królików”. Jedną z osób, które przyszły z pomocą Autorce była pochodząca z Jarosławia Stanisława Śledziejowska-Osiczko (1925-2017). To była więźniarka obozu w Ravensbrück, na której naziści również przeprowadzali doświadczenia medyczne. Pani Stanisława zmarła w tym roku w maju, mając 92 lata i została pochowana na jednym z jarosławskich cmentarzy.

Generalnie książkę oceniam jako dobrą, lecz mimo to nie do końca jestem nią usatysfakcjonowana, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę fragmenty dotyczące Polski i życia w naszym kraju.

 

 

 

 

 

Mademoiselle Chanel - Christopher W. Gortner

Naprawdę nazywała się Gabrielle Bonheur Chanel (1883-1971). Z pochodzenia była Francuzką. Od 1915 roku rewolucjonizowała damską modę. Promowała ubrania charakteryzujące się prostym, sportowym fasonem. Wśród jej projektów znajdowały się pozbawione ozdób krótkie suknie, kostiumy z dzianiny, golfy, długie sznury pereł, sukienki typu „mała czarna”, a także spodnie-dzwony i prochowce. Wszystkie one spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem i uważane są do dziś za klasyczny kanon elegancji. Coco Chanel do dziś stanowi ikonę paryskiej haute couture.

Urodziła się 19 sierpnia 1883 roku w małym miasteczku Samur. Sześć lat swojego życia spędziła w sierocińcu w Aubazine, który prowadzony był przez siostry zakonne Najświętszego Serca Maryi. Tam rozwijała swoje umiejętności dotyczące szycia. Kiedy spędzała wakacje z ciotkami, wówczas zainteresowała się sztuką kapeluszniczą. W wieku dwudziestu lat zatrudniła się jako szwaczka w Moulins w sklepie ze strojami ślubnymi, ubrankami dla dzieci oraz odzieżą dla kobiet. Z kolei wieczorami występowała jako piosenkarka w kawiarniach w Moulins i Vichy, używając pseudonimu „Coco”. Jej popisowym numerem była piosenka zatytułowana „Kto widział Coco w Trocadero?” Nie potrafiła śpiewać, lecz swój brak talentu w tej dziedzinie tuszowała tańcem i niezwykłym temperamentem.

W 1913 roku dzięki wsparciu przyjaciół, w tym swoich dwóch kochanków: oficera kawalerii Étienne’a Balsana (1878-1953) i brytyjskiego sportsmena Arthura „Boya” Capela (1881-1919), założyła w Paryżu swój pierwszy sklep z kapeluszami oraz damską odzieżą. Od 1915 roku zaczęła promować w nim także odzież sportową jako ubranie idealne do pracy. Podarowany jej pewnego chłodnego dnia przez zapalonego gracza w polo Arthura Capela sweter stał się inspiracja dla jej pierwszego chanelowskiego kostiumu, na który składały się trykotowy marynarski żakiet oraz prosta, luźna spódnica ledwo ukazująca nogi.
W 1919 roku Coco Chanel założyła przy rue Cambon dom mody pod szyldem „Chanel”. Proponowany przez nią styl à la „skromna panienka” przyniósł zainteresowanie zmęczonych gorsetami bogatych i wpływowych kobiet. W swoim życiu projektowała dla takich gwiazd, jak: Katherine Hepburn (1907-2003), Grace Kelly (1929-1982), Gloria Swanson (1899-1983) czy Elizabeth Taylor (1932-2011).

W 1921 roku Coco Chanel stworzyła popularne do dziś perfumy o nazwie Chanel No. 5. To właśnie dzięki nim odniosła największy finansowy sukces. Pomimo głośnych związków z mężczyznami, Coco Chanel pozostała niezamężna do końca życia. Zmarła w wieku 88 lat, 10 stycznia 1971 roku w Paryżu. Na pewno była odważną, inteligentną kobietą, która stworzyła ze swego nazwiska jedną z najcenniejszych marek dyktujących światowe trendy w modzie. Coco Chanel była pierwszą projektantką haute couture, która współpracowała z baletem, teatrem i filmem.

Niechlubnym piętnem na biografii Coco Chanel odcisnęły się jej kontakty z Niemcami podczas drugiej wojny światowej. Są tacy, którzy jeszcze dziś nazywają ją „szpiegiem Hitlera”. Ale czy na pewno należy postrzegać ten fakt właśnie w takich kategoriach? Może zanim poddamy ocenie jej postępowanie podczas drugiej wojny światowej, należy lepiej poznać powody, dla których zdecydowała się na tego rodzaju działalność. Z drugiej strony jednak wiele wskazuje na to, że pewnych rzeczy była po prostu nieświadoma, a Niemcy zwyczajnie ją wykorzystali. Poza tym, Coco za wszelką cenę pragnęła pomóc najbliższej osobie. Ten mężczyzna był jej jedyną rodziną, po tym, jak wszyscy inni odeszli z tego świata. W związku z tym bardzo prawdopodobne jest to, że wolała poświęcić swój honor i reputację, aby tylko ocalić jedynego członka rodziny, jaki jeszcze jej pozostał.

Jeśli ktoś jest zainteresowany biografią Coco Chanel, a nie chce czytać jedynie o suchych faktach z jej bogatego życia, to powinien sięgnąć po powieść Christophera W. Gortnera zatytułowaną „Mademoiselle Chanel”. Autor w niezwykle barwny sposób nakreśla poszczególne etapy z życia projektantki, choć nie towarzyszy jej aż do dnia śmierci. Akcja powieści rozpoczyna się i kończy w 1954 roku, kiedy po dłuższej nieobecności spowodowanej wojną, nasza bohaterka powraca z nowym pokazem. Czuje niepewność, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że mogła przez ten czas wypaść z obiegu, a nawet zostać zapomniana. Poza tym wciąż ma w pamięci swoje „wojenne szpiegostwo”. Pomiędzy prologiem a epilogiem to sama Coco opowiada czytelnikowi o swoim życiu, które z jednej strony było bogate, lecz z drugiej również solidnie pogmatwane. Książka jest niesamowita w odbiorze. Czyta się ją jednym tchem, nie mogąc oderwać się od fabuły ani na krótką chwilę, natomiast sama Coco jest tak realna, jakby żyła tuż obok.

 

 

 

 

Pani fortuny - Graham Masterton

Effie Watson to córka bogatego szkockiego bankiera, która już jako nastolatka zapragnęła zostać nieprzyzwoicie bogatą kobietą. W swoich dziewczęcych marzeniach widziała siebie na salonach w towarzystwie możnych tego świata. Wychowana w rodzinie, gdzie rządził pieniądz, zaś wszelkie inne wartości odsuwane były na bok, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie będzie jej łatwo osiągnąć zamierzonego celu, bo przecież urodziła się dziewczynką. Już od samego początku płeć dyskwalifikowała ją, jeśli chodzi o bankowość i osiąganie sukcesów w tej dziedzinie.

Czytelnik poznaje Effie jako prawie stuletnią staruszkę, która wcale nie żałuje przeżytych lat. W świat wielkiej bankowości wkroczyła, mając zaledwie siedemnaście lat. Jej umysł był tak bardzo chłonny wiedzy, że często zawstydzała nawet mężczyzn w kwestii podejmowania ważnych decyzji, które mogły przynieść jedynie niewyobrażalny zysk. Wiedziała też kiedy powinna się wycofać, aby ponieść strat. Musiała jednak walczyć z wrogiem, który był najbliżej, czyli ze swoim najstarszym bratem Robertem. I tak oto wraz z Effie cofamy się w czasie i przenosimy do roku 1901, kiedy kobiety dopiero zaczynają walkę o swoje prawa. Poznajemy więc Effie jako bardzo młodą dziewczynę, która musi stawić czoło autorytatywnemu ojcu, który nie waha się użyć fizycznej siły wobec najbliższych. Często bije matkę dziewczyny, a swoje dzieci wychowuje naprawdę twardą ręką. Wygląda jednak na to, że w jego ślady idzie Robert, dla którego liczy się tylko pieniądz. On wie, że pewnego dnia stanie na czele finansowego imperium swojego ojca, dlatego od samego początku podporządkowuje sobie tych, którzy będą kiedyś dla niego pracowali, czyli młodszego brata i Effie. Jest niezwykle podstępny i po trupach dąży do celu.

 

„Pani fortuny” to powieść o kobiecie, która za wszelką cenę pragnie spełnić swoje dziewczęce marzenia, ale z drugiej strony wie, na ile może sobie pozwolić przy ich realizacji. Effie kocha swoją rodzinę. Żal jej matki, która każdego dnia musi znosić humory ojca, a także jego ciężką pięść. Niemniej najbardziej związana jest emocjonalnie ze starszym bratem Dougalem. Nie może znieść, w jaki sposób traktowany jest zarówno przez ojca, jak i przez Roberta. Wspinając się na coraz to wyższe szczeble swojej bankierskiej kariery, Effie nie zawsze stroni od skandali obyczajowych. Niekiedy dopuszcza się czynów, które nie są dobrze widziane w towarzystwie i uchodzą za niemoralne. Często jej życie staje się tematem plotek oraz artykułów prasowych, a dziennikarze nie dają jej spokoju, jeśli tylko wywęszą jakąś nową sensację.

Effie nie może ufać każdemu, kto tylko stanie na jej drodze. Nie może we wszystko wierzyć, ponieważ są tacy, którzy z chęcią widzieliby ją na samym dnie. Niemniej jedno jest pewne. Pomimo bogactwa i dynamicznie rozwijającej się kariery zawodowej, Effie pragnie miłości, o którą niezwykle trudno takiej kobiecie, jak ona. Nie wiadomo bowiem czy mężczyzna będzie kochał ją za to, jaka jest, czy może bardziej będzie mu zależeć na jej pieniądzach. W takiej sytuacji o pomyłkę i rozczarowanie bardzo łatwo.

Książkę polecam tym, którzy lubią powieści obyczajowe z historią w tle. Autor doskonale miesza fikcję z faktami historycznymi. Co ważne, takim punktem kulminacyjnym jest dzień 24 października 1929 roku, czyli tak zwany Czarny Czwartek, kiedy to ceny akcji na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zaczęły gwałtownie spadać, co zapoczątkowało Wielki Kryzys, który uważany jest za największy kryzys gospodarczy XX wieku. Watsonowie są tutaj symbolem tych, którzy brali czynny udział w tamtych wydarzeniach i znacząco przyczynili się do wspomnianej katastrofy.

 

 

 

 

 

 

Kamień przeznaczenia - Barbara Wood

Błękitny kamień, magiczny kamień o niespotykanym odcieniu… Powstał w niezmierzonych głębinach kosmosu, by poprzez galaktyki i mgławice dotrzeć do Ziemi. To ten kamień sto tysięcy lat temu ocalił życie Wysokiej i jej plemienia, dał mądrość prakobiecie Laliari, oświecił jej potomka Awrama, obdarzył wiarą Rzymiankę Amelię i natchnął odwagą przeoryszę Winifredę, Katharinie zaś dał siłę do poszukiwania ojca w dalekim i obcym świecie. To dzięki niemu ziściło się pragnienie Brigitte Bellefontaine, a Matthew Lively stał się panem swojego przeznaczenia. Teraz błękitny kamień leży na wystawie małego sklepiku w Kalifornii, wśród kart do tarota i tandetnych świecidełek. Gdybyś poczuł, że potrzebna ci jest wewnętrzna siła, odwaga lub mądrość, wejdź do sklepu, popatrz na kamień, weź go do ręki i przekonaj się, co ci powie. Właściciel chętnie sprzeda go za rozsądną cenę… odpowiedniej osobie.

Takimi oto słowami kończy się niezwykle tajemnicza powieść Barbary Wood. O co tak naprawdę w niej chodzi? Otóż, miliony lat temu, na skutek wybuchu, narodził się Kamień Przeznaczenia o pięknym, niebieskim kolorze. Od tamtego czasu jest on przekazywany kolejnym pokoleniom. Oczywiście nie dzieje się to na zasadzie „z ręki do ręki”, lecz na skutek zaistniałych okoliczności. Tak się składa, że kamień ten ma w sobie niezwykłą moc i pomaga tym, którzy w nią wierzą. Czasami pomaga wyjść ludziom z naprawdę poważnych opresji. Barbara Wood prowadzi zatem czytelnika przez poszczególne epoki w dziejach świata, ukazując realia, w jakich żyją bohaterowie, którzy czasami są przedstawicielami nieznanych nam cywilizacji. W tej książce głównym bohaterem jest właśnie Kamień Przeznaczenia. Moim zdaniem Autorka zachwyciła czytelnika przede wszystkim oryginalnym pomysłem. Bardzo podobała mi się ta historia. Cała fabuła podzielona jest na księgi, a każda z ksiąg opowiada inną historię, lecz wszystkie one mają wspólny punkt odniesienia, czyli tytułowy Kamień Przeznaczenia.

 

 

 

Wendyjska winnica. Cierpkie grona - Zofia Makosa

W przedwojennej prasie co pewien czas pojawiały się informacje o wedyjskiej, czyli innymi słowy łużyckiej wsi, leżącej w Poznańskiem. Chodzi oczywiście o Chwalim znajdujący się najpierw w powiecie babimojskim, a po 20 grudnia 1920 roku, w powiecie wolsztyńskim pod miasteczkiem Kargowa (z niem. Karge, Unruhstadt) tuż na granicy Śląska z Brandenburgią. Przykładem jest czasopismo Ziemia z 1910 roku, na łamach którego napisano, iż chwalimscy Wendowie są na wymarciu; przez trzydzieści lat nie wpuszczano do wsi ani Niemców, ani Polaków, zaś małżeństwa dobierały się wyłącznie w obrębie ludności tej wsi; do roku 1881 nauka przygotowawcza do konfirmacji (sakramentów) odbywała się w kościele ewangelickim w Kargowej w języku wendyjskim, a dopiero od marca 1907 roku zniesiono tam wendyjskie nabożeństwa. Z kolei podczas spisu ludności w dniu 1 grudnia 1910 roku posługiwanie się językiem wedyjskim – jako ojczystym – podało w powiecie babimojskim sto siedemnaście osób, co z całą pewnością odnosiło się wyłącznie do mieszkańców Chwalimia. Natomiast Wendów pochodzących z powiatu międzyrzeckiego traktowano już jako „wędrowne jednostki”. Z kolei w 1912 roku pisano, że kolonia łużycka w Chwalimiu w Poznańskiem pomału już zanika.

 

W 1861 roku polski prawnik, historyk i przyjaciel narodu łużyckiego Wilhelm Bogusławski (1825-1901) w Rysie dziejów serbołużyckich wydanych w Piotrogrodzie (Petersburg) pisał: Ogromne zniszczenie Łużyc podczas trzydziestoletniej wojny pobudziło część Dolnołużyczan wysiedlić się do Polski i na granicy jej ze Śląskiem, we wsi Chwalimie nad Obrzycą, założyć osobną osadę, nie łącząc się z Niemcami. Mieszkańcy wsi Chwalima [forma to mylna, w rzeczywistości bowiem ludność mówi Chwalimia, w Chwalimiu, w zgodzie z gramatyczną zasadą tej od imienia Chwalim, Chwalima pochodzącej nazwy dzierżawczej], będąc wyznania ewangelickiego należą do parafii protestanckiej w Kargowie, gdzie się dla nich odprawia nabożeństwo po polsku co dwa tygodnie.

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Robert Devereux, 2. hrabia Essex (1565-1601) był ostatnim faworytem królowej Elżbiety I Tudor (1533-1603). Robert był synem Waltera Devereux, 1. hrabiego Essex (1541-1576) oraz Letycji Knollys (1543-1634), która była największą rywalką królowej do serca Roberta Dudleya, 1. hrabiego Leicester (1532-1588). Po śmierci ojca w 1576 roku, opiekunem Roberta stał się William Cecil, 1. baron Burghley (1520-1598), natomiast jego matka wyszła za mąż za wspomnianego wyżej lorda Dudleya. Robert Devereux wstąpił do kolegium Trinity w Cambridge, gdy miał zaledwie dwanaście lat, lecz nie wykazywał systematyczności w nauce, choć był niezwykle bystry. Bardzo wcześnie trafił na dwór, gdzie został przedstawiony królowej, która robiła wszystko, aby go „zepsuć”. On miał wtedy dwadzieścia kilka lat, zaś Elżbieta pięćdziesiąt cztery. Ta różnica wieku żadnemu z nich nie przeszkadzała we flirtowaniu. Bardzo często dochodziło pomiędzy nimi również do kłótni, podczas których ujawniał się gorący temperament królowej oraz zazdrość o młodego faworyta.

Miłość Elżbiety do Roberta na pewno była autentyczna. Oczywiście nie było to uczucie, jakim matka darzy swojego syna. Królowa zawsze bardzo niepokoiła się, kiedy młody hrabia szedł na wojnę, do której bardzo często sam doprowadzał, czasami nawet przy wyraźnym sprzeciwie Elżbiety. Trzeba jednak przyznać, że był niezwykle odważny. Brał udział w bitwie pod Zutphen w Niderlandach, gdzie poległ poeta i prozaik sir Philip Sidney (1554-1586), który był także siostrzeńcem Roberta Dudleya. Potem – w 1588 roku – Robert Devereux dołączył do wyprawy przeciwko Hiszpanom (Wielka Armada). Hrabia Essex przez cały czas walczył w pierwszym szeregu, nie bojąc się utraty życia. Z drugiej strony jednak stale kłócił się zarówno z dworzanami, jak i ze swoimi towarzyszami broni w obozie. Raz był to sir Walter Raleigh (ok. 1554-1618), kiedy indziej Charles Blount, 8. baron Mountjoy (1563-1606), zaś innym razem William Cecil lub jego syn Robert Cecil, 1. hrabia Salisbury (ok. 1563-1612). Przedmiotem tych kłótni przeważnie było to, iż Robert Devereux za wszelką cenę pragnął walczyć w pojedynkę, co oczywiście było jednoznaczne z proszeniem się o śmierć.
 
W 1590 roku Robert Devereux na jakiś czas stracił przychylność królowej, ponieważ wbrew woli Elżbiety poślubił wdowę po sir Philipie Sidneyu, którą była córka sir Francisa Walsinghama (ok. 1532-1590) – Frances Walsingham (1567-1633). Rok później hrabia Essex został wysłany do Francji, gdzie dowodził niewielką armią, aby pomóc Henrykowi IV Burbonowi (1553-1610), który występował wówczas przeciwko Lidze Katolickiej. Za każdym razem, gdy hrabia przebywał za granicą narzekał na sposób, w jaki traktują go jego rywale, a najwięcej pretensji miał szczególnie do Roberta Cecila, który wciąż podważał decyzje hrabiego.



 

Przeczytaj całość

 

 

 

 

 

W latach 50. XX wieku postępował proces odbudowy polskiego państwa ze zniszczeń powstałych na skutek działań wojennych. W związku z tym przygotowano kolejny plan – tym razem sześcioletni – przypadający na lata 1950-1956. Skupiał się on na rozbudowie przemysłu ciężkiego, który w zamyśle miał być nową lokomotywą polskiej gospodarki. Przekazywanie znaczących środków na rozbudowę zakładów przemysłowych negatywnie odbijało się jednak na innych sektorach, a szczególnie na rolnictwie, gdzie rozpoczęto proces kolektywizacji wsi. Władza komunistyczna rozpoczęła także walkę z Kościołem Katolickim, który buntował się przeciwko dominacji komunistów w życiu publicznym, która polegała na przejmowaniu majątków kościelnych w oparciu o umowę podpisaną w 1950 roku.
 
W Polsce początek lat 50. XX wieku to czas ukrywania działań aparatu bezpieczeństwa, którego zadaniem było czuwanie nad tym, aby pozycja komunistów nie była zagrożona. Działalność ministerstwa bezpieczeństwa skierowana była przede wszystkim na niewygodnych wrogów Polski Ludowej. W związku z tym miały miejsce słynne procesy, których celem było ujawnienie „niegodziwego” działania opozycjonistów. Notowano coraz więcej ataków na Kościół Katolicki, który stał się głównym wrogiem ówczesnej władzy i na którym skupiały się ataki bezpieki. Solidnie ucierpiał na tym przyszły prymas Polski – kardynał Stefan Wyszyński (1901-1981), którego internowano w latach 1953-1956. Uwieńczeniem dominacji komunistów w życiu politycznym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej było uchwalenie nowej konstytucji w dniu 22 lipca 1952 roku. Dokument ten dla niektórych otworzył rzeczywisty okres Polski Ludowej.

 

 

Przeczytaj całość

 

 

Cygańska madonna - Santa Montefiore
Mauriac to niewielkie miasteczko położone w południowo-zachodniej części Francji, w rejonie Akwitanii, gdzie najważniejszym miastem jest Bordeaux. Czasy drugiej wojny światowej dla nikogo nie były łatwe, nawet dla Niemców. Wśród nich byli też i tacy, którzy mówili Adolfowi Hitlerowi (1889-1945) stanowcze NIE. Przypomnijmy sobie choćby historię polskiego kompozytora i pianisty pochodzenia żydowskiego Władysława Szpilmana (1911-2000), który życie zawdzięczał właśnie takiemu zbuntowanemu faszyście. Niemniej, w przypadku Cygańskiej Madonny nie mamy do czynienia z literaturą faktu. Przypomniałam tę historię tylko dlatego, aby zwrócić uwagę na pewną analogię pomiędzy wydarzeniami rzeczywistymi a fikcją literacką.

Otóż powieściowy Dieter Schultz jest oficerem Wehrmachtu i na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie szczerze oddanego sługi Adolfa Hitlera. W czasie wojny na czele swojego oddziału trafia do francuskiego Mauriac, gdzie znajduje się przepiękny zamek, a w nim kosztowne dzieła sztuki. Jego właścicielami są Żydzi, którzy bardzo szybko zostają z niego wysiedleni. Znając upodobania Hitlera do dzieł sztuki, Niemcy nie mogą postąpić inaczej, jak tylko uznać je za swoje, czyli zwyczajnie ukraść. Na zamku pracuje młoda i bardzo piękna dziewczyna o imieniu Anouk, która bardzo szybko staje się obiektem westchnień przystojnego niemieckiego oficera. W niedługim czasie młodzi zakochują się w sobie i biorą ślub. Zamieszkują w zamku, gdzie są naprawdę szczęśliwi. Lecz mieszkańcy miasteczka nie mogą wybaczyć Anouk tak wielkiej zdrady. Z ich związku rodzi się chłopiec, któremu rodzice nadają imię Mischa. Szczęście zakochanych bardzo szybko się kończy. Dieter zostaje wezwany do Rzeszy, a tam zamordowany. Od tej chwili Anouk i jej syn muszą radzić sobie sami. Dopóki żył Schultz obydwoje byli bezpieczni. Teraz wszystko się zmienia. Anouk zostaje oficjalnie uznana za zdrajczynię i napiętnowana przez otoczenie. Jak wiadomo, kobiety uznawane za winne współpracy z nazistami piętnowano w okrutny sposób. Jeżeli jakimś cudem udawało im się ujść z życiem, to karano je, goląc im głowy i wypalając na ciele faszystowskie symbole. Taki właśnie los spotyka Anouk. W samym centrum miasta, na oczach niemal trzyletniego syna, miejscowa ludność wymierza jej karę. Gdyby nie pomoc pewnego amerykańskiego żołnierza, kobieta i jej dziecko z pewnością zostaliby zamordowani.

 

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

Serce. Opowiadania miesięczne - Edmund de Amicis

W pierwszy dzień roku szkolnego, czyli 17 października 1886 roku, we Włoszech nakładem wydawnictwa Treves ukazała się niewielkich rozmiarów powieść, a właściwie zbiór opowiadań pod tytułem Serce. Książka ta natychmiast odniosła ogromny sukces. Z kolei jej polska premiera miała miejsce w roku 1887. W ciągu kilku kolejnych miesięcy była wydawana wielokrotnie i tłumaczona na wiele języków. Książka adresowana jest do młodych czytelników i praktycznie od samego początku ceniona była przez krytyków głównie za bogactwo bodźców moralnych oraz patriotycznych, jak również idei zjednoczenia. Przez niektórych katolickich polityków książka została bardzo ostro skrytykowana. Powodem tej krytyki stał się fakt, iż Autor pominął w niej wątki religijne. Od dziesiątek lat książka ta uważana jest za swego rodzaju arcydzieło literackie i na stałe weszła do kanonu lektur literatury dla dzieci i młodzieży, choć bardziej skłaniałabym się jedynie ku literaturze dziecięcej.  

 

Edmondo de Amicis (1846-1908) nad Sercem pracował w latach 1878-1886. Myślą przewodnią tej książki jest przede wszystkim wychowanie prawego obywatela zjednoczonych Włoch. Dlatego też nie bez powodu dziecięcy bohaterowie opowiadań to nie tylko turyńczycy, ale także mieszkańcy Południa oraz mały Sycylijczyk heroicznie oddający życie za swoją towarzyszkę podróży. Szkoła, którą przedstawia Autor to miejsce, gdzie spotykają się uczniowie należący do różnych warstw społecznych oraz wywodzący się z różnych regionów Włoch. Patrząc na opowiadania pod kątem dydaktycznym można stwierdzić, że bohaterowie pochodzący z terytoriów mniej rozwiniętych i w związku z tym bardziej lekceważonych z powodów ekonomicznych, charakteryzują się istotnymi cnotami ducha, czyli poczuciem honoru, wytrwałością w dążeniu do celu czy odwagą. Cechy te Autor ukazuje jako atawistyczne elementy charakteru Włocha, czyli innymi słowy obywatela Italii postrzeganej jako spójnej struktury państwowej.

 

 

Przeczytaj całość

 

 

Złota skóra - Carla Montero, Wojciech Charchalis
W dniu 6 kwietnia 1888 roku policja metropolitarna została poinformowana o rozprawie, która miała odbyć się nazajutrz w sprawie zamordowania Emmy Elizabeth Smith (1843-1888). Kobieta dwa dni wcześniej zmarła w szpitalu w Londynie. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ta śmierć będzie pierwszą związaną z morderstwami w ubogiej dzielnicy Whitechapel, natomiast sześć miesięcy później na londyński East End zostaną zwrócone oczy całego świata. Emma Elizabeth Smith urodziła się w 1843 roku. Według autorów książki The Jack the Ripper A to Z (z pol. Kuba Rozpruwacz od A do Z), Emma urodziła się w Margate w stanie Kent, poślubiła żołnierza, a potem została wdową. Tak naprawdę niewiele wiadomo o jej wcześniejszym życiu, lecz informacje te z całą pewnością zostały zebrane przez policję, ale w miarę upływu lat musiały gdzieś się zapodziać. Z raportu inspektora Edmunda Reida (1846-1917), który zajmował się tym morderstwem, dowiadujemy się, że kobieta miała co najmniej dwoje dzieci – syna i córkę – mieszkające w okolicy Finsbury Park. W swojej autobiografii zatytułowanej I caught Crippen (z pol. Złapałem Crippena)*, Walter Dew (1863-1947), który był wtedy detektywem w policji metropolitarnej, napisał:
 
Jej przeszłość była zamkniętą księgą nawet dla jej bliskich przyjaciół. Jedyne, o czym kiedykolwiek mówiła w odniesieniu do samej siebie, to to, iż była wdową, która ponad dziesięć lat wcześniej opuściła męża i oderwała się od swojego towarzystwa. Było jednak coś na temat Emmy Smith, co sugerowało, że był taki czas, kiedy nie odmawiała sobie komfortu życia. Mówiła niezwykle kulturalnie, jak na warstwę społeczną, z której pochodziła. Gdy zapytano Emmę, dlaczego całkowicie oderwała się od swego starego życia, wówczas odpowiedziała z pewną powagą: „Teraz [ludzie] nie zrozumieliby tego lepiej niż rozumieli wtedy. Muszę jakoś żyć.”

 

Przeczytaj całość

 

 

Gra w kości - Elżbieta Cherezińska

Książę Mieszko I (pomiędzy 922 a 945-992) zmarł, pozostawiając po sobie dwóch synów z małżeństwa z Odą Dytrykówną (ok. 955-1023), która była córką Dytryka (?-985) – margrabiego Marchii Północnej. Pozostał też Bolesław, którego potem zwać będą Chrobrym, a nawet Wielkim (967-1025). Był on owocem małżeństwa Mieszka z Dobrawą Przemyślidką (ok. 930-977). Brak Bolesława w akcie Dagome iudex nasuwa zatem przypuszczenie, iż mógł on być przez Mieszka albo odsunięty na rzecz synów z drugiego małżeństwa, albo miał wcześniej wydzielone własne państwo, na przykład na terenie ziemi krakowskiej. Jakakolwiek była prawda, zdołał on po śmierci ojca zawładnąć całą jego spuścizną, usuwając na wygnanie Odę wraz z jej synami i oślepiając jakichś uzurpatorów, którzy być może wywodzili się z bocznej linii Piastów. Chodzi oczywiście o Przybywoja (?-ok. 995) i Odylena (?-ok. 995), którzy jawnie opowiedzieli się po stronie macochy Bolesława.  

 

Bolesław odziedziczył państwo, które miało dobrze ułożone relacje z cesarstwem, zapoczątkowane zapewne w Rzymie zabiegi o polską prowincję kościelną i prawdopodobnie również o koronę królewską, jak również korzystnie zapowiadające się stosunki ze Skandynawią, którym drogę utorowało małżeństwo córki Mieszka I i rodzonej siostry Bolesława – Świętosławy (ok. 972-po 1016) – z Erykiem Zwycięskim (ok. 945-995), królem Szwecji i Danii, natomiast po jego śmierci wydanej za Swena Widłobrodego (ok. 960-1014), króla duńskiego. Korzystnie układały się relacje z Węgrami za sprawą małżeństwa siostry Mieszka I – Adelajdy (?)* – z twórcą państwa węgierskiego księciem Gejzą (ok. 949-997). Z drugiej strony zaognione zapewne zostały stosunki z Czechami po niedawnej wojnie, a być może również relacje z Rusią, która w 981 roku zagarnęła Przemyśl z tak zwanymi grodami czerwieńskimi.

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

Rodzinne szmaragdy - Nora Roberts

Mury rezydencji Towers kryją w sobie naprawdę wiele. To one przed osiemdziesięciu laty były świadkami tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości. Gdyby potrafiły mówić, wówczas na pewno opowiedziałyby o tym, jak bardzo cierpiała ówczesna pani na zamku, Bianca Calhoun, która nieszczęśliwie wyszła za mąż za tyrana, pragnącego jedynie pomnażać swój majątek. Trzeba bowiem przyznać, że Fergus Calhoun dopiął swego i spełnił marzenie, które spędzało mu sen z powiek przez wiele lat. Pragnął zostać bogatym właścicielem ziemskim i tak się stało. W swoim dążeniu do celu nie brał jednak pod uwagę tego, że przy okazji krzywdzi ludzi, którzy go otaczają i którzy są mu najbliżsi. Każdego dnia tyranizował swoją piękną żonę i niewinne dzieci pragnące jedynie żyć tak, jak robią to ich rówieśnicy. Można więc śmiało rzec, że ojciec odebrał im dzieciństwo i zastraszył tak bardzo, że w pewnym momencie zapomniały o tym, że przecież mogą być szczęśliwe.

 

Historia nieszczęśliwego życia Bianki Calhoun wcale nie skończyła się w chwili jej tragicznej śmierci. Mury zamku znów ożywają i próbują przekazać potomkom Bianki i Fergusa to, o czym zapomniano na długie lata. W amerykańskim miasteczku Bar Harbor panuje wielkie poruszenie, bo oto do prasy przedostała się informacja o rzekomych szmaragdach wartych fortunę, których właścicielką była Bianca Calhoun. Te cenne klejnoty kobieta otrzymała od swojego męża jako zapłatę za to, że urodziła mu dziedzica. Nieważne, że przed chłopcem na świat przyszła dziewczynka. To Ethan liczył się najbardziej. Nawet młodszy syn nie był już tak bardzo hołubiony przez ojca. Niestety, w chwili śmierci Bianki w 1913 roku zniknęły również szmaragdy i przez długie osiemdziesiąt lat nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, gdzie się podziały i gdzie należałoby ich szukać. Dopiero cztery prawnuczki Bianki i Fergusa na czele z ekscentryczną ciotką o imieniu Coco rozpoczynają poszukiwania klejnotów.

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

Korona Mandalich (Strażnicy Nirgali #3) - Agnieszka Wojdowicz

 

Trudno jest żyć, kiedy człowiek traci dosłownie wszystko. Nie ma już bezpiecznego miejsca, w którym mógłby się schronić w gorsze dni. Czasami zmuszony jest żyć na wygnaniu, ponieważ do ukochanego domu nie ma już powrotu. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy ludzie tracą wszystko z powodu nienawiści i zachłanności tych, którzy pragną władzy i w związku z tym wywołują wojny. Niszczą wówczas wszystko, co tylko stanie im na drodze, myśląc, że dzięki temu osiągną sukces. Przeważnie takie przekonanie jest złudne, ponieważ zawsze trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż któregoś dnia Dobro zatriumfuje nad Złem, a wróg, który doprowadził do okrutnych zniszczeń, ostatecznie polegnie i już nigdy nie zakłóci nikomu spokoju.

 

Kiedy wydawało się, że życie mieszkańców fantastycznej krainy o nazwie Nirgala będzie spokojne i szczęśliwe, stało się coś zupełnie nieprzewidzianego. Otóż wróg ponownie zaatakował. Nie mógł bowiem pogodzić się z przegraną oraz zdradą tych, których uznawał za swoich wyznawców. Nie dość, że oszukali w podstępny sposób, to jeszcze przyłączyli się do tych, których z założenia trzeba zniszczyć, aby przejąć władzę. Mowa oczywiście o okrutnych zmiennokształtnych mnichach Hauruki, na czele których stoi bezwzględny ojciec Symeon. To on pociąga za wszystkie sznurki i podejmuje ważne decyzje. To on wciąż szuka sojuszników, aby pomogli mu unicestwić znienawidzonych przez niego aniołów i wszystkich tych, którzy im sprzyjają. Tak więc po przegranej bitwie ojciec Symeon ponownie atakuje. Tym razem odnosi jednak zwycięstwo, co sprawia, że nasi pozytywni bohaterowie muszą uciekać i szukać pomocy, czasami nawet u tych, którym swego czasu wyrządzili krzywdę, kradnąc najcenniejszy skarb, aby tylko móc uratować swoją krainę.

 

 

 

Przeczytaj całość

 

 

Czas burzy - Adrian Grzegorzewski

Trudno jest myśleć dziś o Wołyniu, nie mając w pamięci bestialskiej rzezi dokonanej na Polakach przez ich sąsiadów Ukraińców. Obecnie ten temat ożywa niemalże przy każdej dyskusji odnośnie do relacji polsko-ukraińskich i przypuszczalnie jeszcze bardzo długo będzie powodem generowania wrogich nastrojów po obydwu stronach. Na pewno nie pomagają tutaj wszelkiego rodzaju wydarzenia, które jednoznacznie świadczą o tym, że w niektórych środowiskach po stronie ukraińskiej wciąż gloryfikuje się osobę Stepana Bandery (1909-1959), natomiast rok 2017 ogłasza się Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Antypolskie nastroje na Wołyniu miały miejsce już w 1939 roku. Wtedy swoją działalność uaktywniły grupy, w skład których wchodzili Ukraińcy, natomiast po ataku Związku Sowieckiego na Polskę w dniu 17 września 1939 roku, wymierzone przeciw Polakom akcje zaczęły znacznie przybierać na sile. Z kolei ich liczba i zasięg wzrosły jeszcze bardziej po wybuchu wojny pomiędzy Trzecią Rzeszą a Związkiem Sowieckim, a co za tym idzie zajęciu dawnych Kresów Rzeczpospolitej przez nazistowskie Niemcy w 1941 roku.

 

Jesienią 1942 roku swoją działalność rozpoczęła wspomniana wyżej Ukraińska Powstańcza Armia, czyli innymi słowy formacja zbrojna walcząca o niepodległość Ukrainy. Jej ataki od samego początku miały na celu wymordowanie Polaków mieszkających na Wołyniu. Ukraińska Powstańcza Armia wraz z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) są zatem odpowiedzialne za bestialskie mordowanie polskiej ludności cywilnej. Swoje apogeum te antypolskie działania osiągnęły latem 1943 roku. Ukraińscy nacjonaliści przekonywali wówczas, że właśnie nadszedł czas, aby wreszcie móc wywalczyć niepodległość Ukrainy, lecz zasadniczą przeszkodą ku temu są Polacy. Uważali bowiem, że dopóki na ziemi ukraińskiej będzie żył choćby tylko jeden Polak, nie uda się im stworzyć samodzielnego ukraińskiego państwa.

 

 

Przeczytaj całość

 

 

 

Piętno von Becków - Joanna Jax

Po zakończeniu drugiej wojny światowej część znaczących polityków europejskich zapoczątkowała proces zmierzający do naprawy nie tylko wizerunku Europy, ale przede wszystkim rzeczywistości, która przez lata wojny była naprawdę dramatyczna. Tak więc zaczęto tworzyć nowe międzynarodowe układy oraz ustalano nowe państwowe granice. W tym samym czasie okrutnym wojennym zbrodniarzom albo wymierzano kary – nierzadko kary śmierci – albo ścigano ich niemalże po całym świecie. Dość szybko okazało się bowiem, że wielu z nich zamiast sprawiedliwego wyroku sądu otrzymało pomoc w ucieczce i w konsekwencji życie na nowych warunkach i z nową tożsamością. Patrząc na problem z perspektywy XXI wieku bardzo trudno jest w pozytywny sposób ocenić ten powojenny porządek. Dla wielu państw szokujący był przede wszystkim udział najważniejszych przywódców Związku Radzieckiego w procesach, które prowadziły do oskarżenia i ukarania nazistowskich zbrodniarzy. Trudno jest także zrozumieć inne – mniej znane – wydarzenia. Chodzi tutaj głównie o losy wielu aktywnych nazistów, którym ułatwiono ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Pomoc w opuszczeniu terenu Europy nadeszła bowiem nie tylko ze strony argentyńskiego rządu, ale także wysoko postawionych europejskich hierarchów kościelnych. Ten drugi fakt naprawdę mocno szokuje. Niezbyt jasny jest również udział Amerykanów w tym procederze.

 

Jeszcze przed 20 listopada 1945 roku, gdy swoje obrady rozpoczął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, wyżej postawieni naziści wiedzieli już, że niezwykle trudno będzie im uniknąć długoletniego więzienia albo nawet kary śmierci. Z kolei niektórzy z nich byli świadomi tego na długo przed podpisaniem kapitulacji przez przedstawicieli Trzeciej Rzeszy. W związku z tym dość szybko rozpoczęto ściśle tajne przygotowania do egzystowania w nowych realiach. Najprawdopodobniej na skutek działań samego Heinricha Himmlera (1900-1945) została powołana do życia organizacja związana z Argentyną o nazwie ODESSA, czyli Organizacja Byłych Członków SS (z niem. Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen). Była to tajna siatka konspiracyjna, zaś jej kluczowym zadaniem było przede wszystkim zadbanie o transport esesmanów w miejsce bezpieczne i neutralne. Organizacja miała również na celu wykorzystanie zrabowanych podczas wojny kosztowności, które miały pokryć koszty tejże operacji. Pieniądze potrzebne były głównie na to, aby móc przekupić odpowiednich urzędników, jak również na wyrobienie nowych dokumentów oraz sfinansowanie kosztów podróży i – co za tym idzie – pierwszych najtrudniejszych miesięcy życia w nowym miejscu.

 

 

Przeczytaj całość