Wiosna w Różanach - Bogna Ziembicka
Każdy z nas posiada jakieś swoje ukryte marzenie dotyczące zarówno życia osobistego, jak i zawodowego. Aby nasze marzenia mogły się spełnić, trzeba uparcie dążyć do ich realizacji. Zazwyczaj myślimy sobie, że gdy już osiągniemy to, o czym tak mocno marzymy i co spędza nam sen z powiek, wówczas staniemy się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie i praktycznie już niczego nie będzie nam potrzeba, bo przecież zdobędziemy to, czego pragnęliśmy przez bardzo długi czas. No chyba że ktoś jest nienasycony i wciąż będzie uganiał się za czymś nowym i wyznaczał sobie kolejne cele. W takim przypadku jedno spełnione marzenie to stanowczo za mało. Ale z drugiej strony należałoby zastanowić się nad tym, czy każde spełnione marzenie zawsze przynosi nam szczęście? A może to tylko człowiek tak je sobie wyobraża? Ileż to razy ludzie mówili, że w chwili, gdy osiągnęli życiowy sukces w tej czy innej dziedzinie, nagle dochodzili do przekonania, że tak naprawdę nie o to im chodziło. Spełnione marzenie i tak długo wyczekiwane osiągnięcie zamierzonego celu sprawiły, że poczuli się jeszcze bardziej nieszczęśliwi, niż zanim to się stało. Dlaczego? Ponieważ człowiek generalnie jest istotą omylną i to, co nazywa „szczęściem” w istocie wcale może nim nie być. Natomiast niejednokrotnie to sam los decyduje, co będzie dla nas dobre, a co złe. Buntujemy się przeciwko takiemu rozwiązaniu, lecz po latach stwierdzamy, że faktycznie ta czy inna sytuacja wyszła nam tylko na dobre i pozwoliła uniknąć tragedii.
 
Czasami zdarza się jednak tak, że dążymy do czegoś na siłę i nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób wyrządzamy krzywdę nie tylko samemu sobie, ale także innym, jeżeli oczywiście nasze niespełnione marzenia nie dotyczą jedynie naszej osoby. I tu pojawia się niezdrowy egoizm, który niszczy. Taka sytuacja bardzo często występuje w chwili, gdy nasze marzenia odnoszą się do miłości, do której tak naprawdę nikogo nie można zmusić. Uczucie musi przyjść samoczynnie, a jeśli nie jest odwzajemnione, wówczas pojawia się ból. Wiele osób – szczególnie bardzo młodych – uważa, że nieodwzajemniona miłość to swoisty koniec świata i jedynym wyjściem będzie już tylko śmierć jednej bądź drugiej strony. Ileż to razy media podawały, że ktoś na skutek miłosnych rozczarowań lub zazdrości pozbawił życia albo samego siebie, albo osobę, którą rzekomo kochał. Bywa też, że w wyniku emocjonalnego szantażu osoba, która nie odwzajemnia naszych uczuć, godzi się na dzielenie z nami życia, choć tak naprawdę czuje się przy nas bardzo nieszczęśliwa i osaczona. Prędzej czy później taki związek i tak się rozpadnie i zostaną już tylko zgliszcza, z których nie da się niczego odbudować. Czy zatem usilne dążenie do spełniania własnych marzeń zawsze wychodzi ludziom na dobre?

 

 

Przeczytaj całość