Podpalę wasze serca! - Marcin Brzostowski

W dzisiejszych czasach chyba nikomu nie trzeba specjalnie tłumaczyć czym jest korporacja. W skrócie jest to taka prężnie rozwijająca się firma posiadająca status osoby prawnej, której negatywną domeną bardzo często jest wyzysk zatrudnionych w niej osób. Pracownicy muszą zatem dwoić się i troić, czasami nawet czworzyć, a najlepiej żeby się sklonowali i bezustannie tyrali na rzecz danej korporacji i ku zadowoleniu szefa. Osobie zatrudnionej w korporacji trudno jest wziąć urlop, wyjechać z rodziną na wakacje albo zwyczajnie odpocząć od roboty i zająć się na przykład realizowaniem swoich pasji i zainteresowań. Nie jest też mile widziane, aby pracownik korporacji chorował. On stale musi być dyspozycyjny, ponieważ w innym razie bardzo prawdopodobne jest, że pewnego dnia znajdzie na swoim biurku wypowiedzenie. Z jednej strony będzie to dla niego wybawienie, bo wreszcie złapie trochę oddechu i przestanie żyć pod bezustanną presją, lecz z drugiej strony tak z dnia na dzień zostać bez środków do życia też nie jest za fajnie, prawda? A zatem i tak źle, i tak niedobrze. Myślę jednak, że prędzej czy później pracownik-wyrobnik krzyknie DOŚĆ!

 

A teraz przejdźmy już do samej książki, której myślą przewodnią jest oczywiście praca w korporacji i jej dość nietypowe konsekwencje. Głównym bohaterem powieści Marcina Brzostowskiego jest czterdziestoletni Karol Szrama. Facet pracuje w korporacji, gdzie szef bez przerwy zmusza go do pracy, od której na dłuższą metę można dostać mdłości i stracić rozum. Ponadto Szrama stale musi wymyślać nowe metody przekonywania klientów do zainteresowania się rozmaitymi ofertami firmy, a to naprawdę potrafi być bardzo męczące. I skąd brać coraz to nowe pomysły na wciskanie ludziom tekstów, dzięki którym zyski firmy poszłyby w górę?

 

 

Przeczytaj całość