Kobiety z ulicy Grodzkiej Hanka - Olejniczak Lucyna

W dawnych epokach rzucanie klątwy było dość powszechnym zjawiskiem. Tego rodzaju praktyk dopuszczały się przede wszystkim kobiety, które przez otoczenie uważane były za wiedźmy wchodzące w konszachty z diabłem. Za rzucenie klątwy groziła wówczas najsurowsza kara. Rzekoma czarownica musiała bowiem liczyć się z tym, że skończy na stosie trawiona płomieniami ognia. Rzadko zdarzało się, aby kobieta, którą posądzono o rzucenie klątwy czy czary wyszła z tego cało. Nie zawsze jednak przekleństwo związane było z uprawianiem magii. Niekiedy ofiarą oskarżeń mogła paść również albo zbyt urodziwa, albo też zupełnie pozbawiona urody niewiasta. W minionych wiekach ludzie byli tak bardzo przesądni i zabobonni, że często każde odmienne zachowanie traktowali jako znak pochodzący od sił piekielnych. Wystarczyło „złe spojrzenie”, aby móc skazać kogoś na śmierć w męczarniach lub na okrutne tortury, które praktycznie niczym nie różniły się od skonania na stosie. Jeśli już ktoś rzucił klątwę na wroga, to z reguły przekleństwo miało dotyczyć co najmniej kilku pokoleń jego rodziny. Niejednokrotnie złorzeczyły osoby, które leżały już na łożu śmierci i doskonale wiedziały, że nie zostaną poddane ani torturom, ani też nikt nie skaże ich na śmierć w płomieniach, natomiast wróg do końca swoich dni nie będzie mógł zaznać spokoju i każde życiowe niepowodzenie będzie przypisywał klątwie.

 

 

Przeczytaj całość