Ostatni zjadacz grzechu - Francine Rivers

Podobnie jak narodziny, śmierć również jest częścią naszego życia. Na przestrzeni wieków moment umierania był różnie traktowany przez rozmaite kultury. Skupmy się jednak na Wielkiej Brytanii. W XVIII i XIX wieku jednym z obrzędów było kładzenie na piersiach zmarłego kawałka chleba, co w tamtych czasach bynajmniej nie było traktowane jako swego rodzaju dziwactwo. Potem zaczęto zatrudniać osoby, których zadaniem było zjedzenie owego chleba i tym samym wzięcie na siebie grzechów zmarłego. Osobę taką nazywano Zjadaczem Grzechów. Podczas rytuału Zjadacz Grzechów posilał się chlebem i pił wino. Skąd zatem wziął się ten dziwny – z naszego punktu widzenia – rytuał? Kto mógł być takim Zjadaczem Grzechów?

 

Spożywanie pokarmów podczas pogrzebu lub krótko po nim nie jest niczym niezwykłym. Przecież w dzisiejszych czasach również organizuje się stypy, na których rodzina i znajomi zmarłego spożywają uroczysty obiad, aby uczcić śmierć osoby zmarłej i wymieniać się wspomnieniami o niej. Nierzadko w trakcie styp pijemy także alkohol. Ta tradycja obecna jest w społeczeństwach od stuleci. Lecz mimo to Zjadacz Grzechów jest nam obcy. Ludzie, którzy pełnili niegdyś tę rolę byli różni z uwagi na zadanie, jakie mieli do wykonania. Co ciekawe, Zjadacze Grzechów byli obecni w niektórych odłamach chrześcijaństwa. Przeprowadzali oni ceremonię, w trakcie której brali na siebie grzechy osoby zmarłej, aby ta mogła po śmierci cieszyć się Bożym przebaczeniem, jeśli na przykład odeszła z tego świata bez przystąpienia do spowiedzi. Tak więc Zjadacza Grzechów zazwyczaj zatrudniano, kiedy ktoś zmarł niespodziewanie i przed śmiercią nie miał okazji pojednać się z Bogiem.

 

 

 

Przeczytaj całość