Zimne popioly - Valentin Musso

Czy odgrzebywanie przeszłości zawsze może przynieść człowiekowi ulgę i sprawić, że raz na zawsze pożegna się z tym, co było? Właśnie na to pytanie w swojej książce próbuje odpowiedzieć młodszy brat sławnego Guillaume’a Musso – Valentin. Są takie rodziny, które nawet przez długie lata potrafią przechowywać w świadomości najstraszniejsze tajemnice, mając nadzieję, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Czasami jednak dzieje się tak, że przez zupełny przypadek ktoś z członków rodziny trafia na ślad sekretu i postanawia zrobić wszystko, aby sprawę wyjaśnić do końca, nawet jeśli główny bohater rodzinnej historii już nie żyje. Z drugiej strony jednak można zastanawiać się, czy w takiej sytuacji moralne jest, aby wyciągać z grobu osobę, która i tak nie będzie mogła już się bronić. Pojawiają się zatem dylematy, a człowiek zastanawia się czy decydując się na ujawnienie prawdy postępuje dobrze czy źle. Bo przecież może też zdarzyć się tak, że odkryte nagle fakty pociągną za sobą lawinę niebezpiecznych wydarzeń i wtedy zadajemy sobie pytanie czy faktycznie było warto odgrzebywać przeszłość i narażać na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale też naszych bliskich.

 

Wróćmy jednak na chwilę do lat drugiej wojny światowej (1939-1945), ponieważ fabuła niniejszej książki ma z nią wiele wspólnego. Otóż podczas drugiej wojny światowej Francja była jednym z krajów, w których Niemcy nie dopuszczali się porwań dzieci celem ich germanizacji. Inaczej było na przykład w Polsce czy innych państwach europejskich. Niemniej Niemcy posiadali we Francji znaczne siły militarne. W związku z tym nieuniknioną konsekwencją stała się spora liczba dzieci spłodzonych przez niemieckich żołnierzy. Mówi się, że szacunkowo do maja 1943 roku takich dzieci było aż pięćdziesiąt tysięcy. Heinrich Himmler (1900-1945) uważał bowiem, że dzieci będące owocem związku francuskiej kobiety i niemieckiego żołnierza są doskonałe, jeśli chodzi o ich germanizację. Bardziej entuzjastycznie do swojego pomysłu Himmler podchodził tylko w odniesieniu do dzieci poczętych przez Niemców w Norwegii, choć małych Francuzów oceniał jako cenną niemiecką krew. Tak więc niedaleko miejscowości Chantilly esesmani powołali do życia ośrodek Lebensborn, który nazwali Westwald.

 

 

Przeczytaj całość