Domina - Barbara Wood

Dziś cofnijmy się do czasów, kiedy dwie trzecie Amerykanów mieszkało na farmach lub w wiejskich posiadłościach. Kanalizacja w domach należała do rzadkości, a mieszkania ogrzewano przy pomocy dymiących pieców, w których spalano drewno, zaś zamiast elektryczności używano lamp naftowych. Praca w gospodarstwach była naprawdę ciężka i bardzo często dochodziło do wypadków. Występowały również poważne choroby, takie jak cholera, żółta febra, dur brzuszny, błonica, malaria czy gruźlica. Te trudne warunki dodatkowo potęgował fakt, że nie było wtedy jeszcze szczepionek, nie prowadzono badań laboratoryjnych, a także nie było wielu skutecznych leków, aby ówcześni lekarze mogli wyleczyć wspomniane choroby. Taki wiejski lekarz był jednak w stanie wyleczyć niektóre dolegliwości. Potrafił nastawić złamane kości, zaradzić trudno gojącym się ranom, czy też ostrym objawom niektórych chorób. Kiedy nie można było uniknąć interwencji chirurgicznej, wówczas operacje często odbywały się albo w domach pacjentów, albo w szpitalach.

 

Z kolei niewielkie zabiegi przeprowadzano niemalże wyłącznie w domach pacjentów. Pod koniec XIX wieku jeszcze tak niedawno popularne puszczanie krwi uważane za główną metodę leczenia, zupełnie przestało być brane pod uwagę przez większość medyków. Od tej chwili proces leczenia odbywał się w większości przypadków w oparciu o dostępne specyfiki w połączeniu z odpoczynkiem i odpowiednią dietą. Zalecano zatem spożywanie bulionu, kaszy oraz ciepłych lub zimnych napojów. Powszechne było także stosowanie ciepłych kąpieli, okładów i płukanek. Każdy lek, który zostawał podany pacjentowi był nanoszony miejscowo na dotknięty chorobą obszar ciała lub rozpuszczany w cieczy, na przykład w herbacie. Dopóki lekarze nie nauczyli się przygotowywać sterylnych roztworów, nie robiono pacjentom zastrzyków. Z kolei przygotowanie wszelkiego rodzaju tabletek było trudne i czasochłonne. W małych miejscowościach, gdzie brakowało apteki, leki często były przygotowywane przez lekarza.

 

 

 

Przeczytaj całość