Czerń i purpura - Wojciech Dutka

W historii ludzkości zapisało się niewiele okrutnych wydarzeń, które można byłoby porównać z hitlerowskim Holokaustem. Niemniej pomimo codziennej grozy, panującej w nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz czy innych tego rodzaju miejscach kaźni, było coś, co sprawiało, że ludzie tam uwięzieni byli w stanie przeżyć każdy kolejny dzień, a śmierć nie wydawała im się aż tak straszna, ponieważ mieli świadomość, że jest ktoś, kto ich kocha. Nie mam tutaj na myśli rodziny, którą zostawili po drugiej stronie kolczastego drutu. Zdarzało się bowiem, że miłość przychodziła do nich zupełnie nieoczekiwanie w miejscu, w którym tak naprawdę nie miała prawa być. To uczucie dodawało im nie tylko odwagi, ale także sprawiało, że w tych koszmarnych warunkach mogli mieć nadzieję, iż któregoś dnia ich los się odmieni.

 

Miłość rodziła się nie tylko pomiędzy więźniami, ale czasami również pomiędzy katami a ich ofiarami. Zarówno jedna, jak i druga sytuacja była bardzo niebezpieczna, lecz w tym kontekście w przypadku okrutnych esesmanów można mówić, że zachowali oni przynajmniej odrobinę człowieczeństwa. Po wojnie okazywało się bowiem, że byli więźniowie na procesach, w których nazistów oskarżano o ludobójstwo, nierzadko zeznawali na korzyść swoich katów, którym zawdzięczali życie. Oczywiście cała ta nazistowska machina skierowana na mordowanie niewinnych ludzi zasługuje na najwyższe potępienie, lecz – jak widać – trafiały się jednostki, które były świadome tego, że oto właśnie uczestniczą w czymś, za co znienawidzą ich przyszłe pokolenia. Uświadamiali sobie to właśnie dzięki zakazanej miłości.

 

 

 

Przeczytaj całość