Cud u Świętego Brunona - Philippa Carr
Zdarza się, że słyszymy, bądź też nawet spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy uparcie wierzą, iż zostali wybrani do spełnienia jakichś wyższych celów. Ludzie ci niejednokrotnie są przekonani, że zostali posłani na Ziemię przez samego Boga i stanowią jego narzędzie w walce ze Złem. Generalnie trudno jest nam uwierzyć w autentyczność takich przekonań i bardzo często mamy rację, twierdząc, że ta „nawiedzona” osoba jest niepoczytalna albo kieruje nią zwyczajny religijny fanatyzm. Takich ludzi dzisiejszy świat utożsamia głównie z epoką średniowiecza, która charakteryzowała się zacofaniem i prymitywizmem niemalże na każdej płaszczyźnie życia społecznego. Choć tamte czasy minęły bezpowrotnie, to jednak od czasu do czasu możemy usłyszeć o „cudach”, które tak naprawdę z rzeczywistymi cudami nie mają nic wspólnego. Ten temat bardzo często poruszany jest też w literaturze.
 
Cofnijmy się zatem do epoki wczesnego angielskiego renesansu. Jest rok 1522. W opactwie pod wezwaniem Świętego Brunona dochodzi do niecodziennego wydarzenia. W noc Bożego Narodzenia duchowny, który temu opactwu przewodzi, odnajduje w kaplicy Najświętszej Marii Panny noworodka. W miejscu, gdzie do tej pory symbolicznie kładziono figurkę maleńkiego Jezusa, jest żywe dziecko! Jego zdumienie jest niewyobrażalne. Pierwsze, co przychodzi mu na myśl, to powtórka z historii. Przecież już raz w wigilijną noc miało miejsce podobne wydarzenie! Tamto rozegrało się w dalekim Betlejem. Czyżby i tym razem narodził się Mesjasz? Kiedy mija pierwszy szok, opat zabiera dziecko do klasztoru i od tej pory bracia zakonni będą się nim opiekować. Ponieważ jest to chłopiec, zakonnicy nadają mu imię „Brunon” od imienia ich patrona.

 

 



Przeczytaj całość