Irlandzkie serca - Nora Roberts

O pięknej, malowniczej i przede wszystkim zielonej Irlandii pisałam już kilka razy przy okazji recenzji rozmaitych powieści. Przyznam, że Irlandia jest mi chyba najbliższa spośród wszystkich Wysp Brytyjskich. No, może jeszcze szczególną sympatią pałam do Szkocji, ale to ze względu na jej bogatą historię oraz na pozostałości architektoniczne z ubiegłych wieków w formie zamkowych ruin. Natomiast Irlandia i jej mieszkańcy budzą we mnie bardzo przyjazne uczucia i prawdę powiedziawszy mogłabym zamieszkać w tym kraju na stałe. Mieszkając w Polsce, zawsze pamiętam o Dniu Świętego Patryka, a specyficzna celtycka muzyka bardzo często mi towarzyszy, na przykład ta w wykonaniu zespołu Clannad, który chyba już zawsze będzie kojarzył mi się Robinem z Sherwood.

 
Otóż w Irlandii znajduje się pewne hrabstwo. Jest to hrabstwo Cork – najbardziej wysunięte na południowy zachód oraz największe wśród współczesnych hrabstw. Cork nazywane jest również „buntowniczym hrabstwem”, gdyż niezwykle często w ważnych kwestiach, szczególnie politycznych, zajmowało stanowisko przeciwne do większości Irlandii. Stolicą hrabstwa jest miasto także o nazwie Cork, które jest drugim co do wielkości miastem leżącym na terenie Republiki Irlandii. Podróżując po hrabstwie natrafimy na miasto zwane Skibbereen, które leży w jego południowej części. To właśnie z tego miasteczka pochodzą dwie główne bohaterki Irlandzkich serc, które los rzuca do Ameryki, aby mogły tam rozpocząć nowe życie.
 
Irlandzkie serca to wspólny tytuł dwóch oddzielnych historii, lecz połączonych ze sobą za sprawą tych samych bohaterów.



 

Przeczytaj całość