Gwałt dla każdej kobiety, która pada jego ofiarą, jest przeżyciem niezwykle traumatycznym. Zazwyczaj szuka wtedy winy w sobie i zastanawia się, czy naprawdę nie sprowokowała zwyrodnialca; czy nie zachęciła go swoim zachowaniem, ubiorem, wyglądem... Wielokrotnie zgwałcona kobieta nie może też liczyć na zrozumienie otoczenia, w którym egzystuje. Czasami nawet najbliżsi, zamiast wspierać, odtrącają ją i oskarżają o to, co się stało. Takie wyobcowanie może doprowadzić kobietę nie tylko do poważnej depresji, ale wręcz do targnięcia się na własne życie. Zgwałcona kobieta, pozostawiona bez pomocy i wsparcia, już zawsze będzie czuć się brudna i bezwartościowa. Stan psychiczny takiej kobiety może też być uzależniony od tego, czy zwyrodnialec, który dopuścił się na niej gwałtu nadal chodzi sobie wolno po ulicach i śmieje się innym w twarz, czy też został już zatrzymany przez policję i czeka na proces. Ileż to razy słyszy się w mediach, że gwałciciele chodzą sobie wolno i bezkarnie krzywdzą kolejne kobiety, a policja czuje się wobec tej sytuacji bezradna, nawet, jeśli ofiara wskazała oprawcę palcem, bo znała go od lat? Pamiętajmy, że gwałt nie zawsze może być dokonany przez mężczyznę, którego kobieta nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Niekiedy zwyrodnialcem może okazać się sąsiad, kolega z pracy, czy nawet mąż albo ojciec.

 

W roku 1939, u progu drugiej wojny światowej, w angielskim mieście Bolton położonym w hrabstwie Greater Manchester, doszło do brutalnego gwałtu. Ofiarą trzech miejscowych mężczyzn padła młodziutka Theresa Nolan. Mężczyźni byli pod wpływem alkoholu, byli również zestresowani, ponieważ już wkrótce trzeba było wyruszyć na front, więc chcąc rozładować napięcie, posłużyli się ciałem Theresy. Dziewczyna nie miała żadnych szans. Początkowo jeszcze się broniła, ale potem przestała, bo przecież i tak nie miałoby to sensu. Ich było trzech, a ona jedna. Nikt też nie przyszedł jej z pomocą. Gwałt był niezwykle brutalny, a mężczyźni niczym bestie zaspokoili swoje potrzeby seksualne. Jedynym świadkiem tego dramatu był Bernard Walsh – lokalny sprzedawca ryb. Jednak na miejsce zdarzenia dotarł zbyt późno, aby udzielić Theresie pomocy. Mógł już tylko pozwolić jej się wypłakać na swoim ramieniu i bezpiecznie odprowadzić do domu.



 

Przeczytaj całość